Rozdział VI „Uratowana”

Skipper:

Jest znalazłem go. I co z tego , że był na hasło. Skoro ja to hasło znałem! Ale wciąż dręczyła mnie myśl, że może być już za późno… Musiałem się pospieszyć, jak najszybciej umiałem pognałem do szpitala. Gdy się tam znalazłem , zastałem Marlenkę przykrytą kołdrą . Zmroziło mnie , podbiegłem do niej, pocałowałem ją w czoło i powiedziałem:

-Wszystko będzie dobrze.

Strzeliłem w nią promieniem raz , drugi, trzeci. Przy trzecim uświadomiłem sobie, że powinno wystarczyć. Miałem rację zdążyłem w ostatniej chwili. Dzięki ci losie! Na jej twarz wróciły kolorki i zaczęła oddychać . Zabrałem ją do bazy, nie chciałem by widziała gdzie jest i co się stało. Czekałem cierpliwie aż się obudzi. Gdy odwróciłem się by zobaczyć, która godzina usłyszałem znajomy głos:

-To ja żyję?-spytała wystraszona Marlena

-Marlenko ty żyjesz! – rzuciłem jej się na szyję

-Chyba tak.-odwzajemniła uścisk

- Tak bardzo się bałem, że nie zdążę , że już umarłaś…

-Spokojnie, żyję, jestem tu. Opowiedz mi co się wydarzyło.

Zacząłem opowiadać prawie całą historię. Nie chciałem mówić jej o pocałunku z Olą , nie teraz. Ja wiem, że nie była gotowa by to usłyszeć. Kiedy doszedłem do fragmentu z Julkiem zaśmiała się.

- No z czego się śmiejesz?

-No bo to takie śmieszne, że Julian ci pomógł a w zamian chciał być księdzem. Nie znałam go od tej strony.

- Ludzie czasem się zmieniają. –stwierdziłem

- A nie powiedziałeś mi niby z jakiej okazji chciał być księdzem.- uśmiechnęła się

- On chciał być księdzem na ślubie .

-Na czyim ślubie? Ktoś się żeni? – uniosła brew

-No bo  Marlenko… – zacząłem

Król Julian:

Tak se myślałem w mej mądrej głowie , jak  siem sprawdzę w roli kapłana.  Oczywiście pewnie wspaniale jak zresztą zawsze. Bo w każdej roli król Julian sprawuje się świetnie!

- I co zgodził się? – spytał Maurice

-Co? A tak pewnie!- powiedziałem dumny

-Ale królu! Król nie był chyba jeszcze księdzem co? – spytał Mort

- Mort?- spytałem

- Tak?

-Wątpisz w mą wspaniałom królewskom osobę?

-Skądże, tylko tak spytałem.- wytrzeszczył oczy

- I co masz mi do powiedzenia?

-Panie jesteś najlepszy!

- No to rozumiem! Maurice dawaj mój sok z mango!

-Już idę wasza miłość!

Marlenka :

- Słucham? Spokojnie nie denerwuj się. –uśmiechnęłam się

- Bo ja muszę coś zrobić. Coś o czym zawsze marzyłem!- przełknął głośno ślinę

- No proszę. Nie krępuj się. – zachęciłam go

O matko czy on robi to o czym ja myślę? Wszystkie znaki wskazywały, że tak.  Siedziałam jak wryta, on podszedł do mnie i uklęknął oczywiście symbolicznie i powiedział:

-Marleno, przysięgam kochać Cię aż do samej śmierci. Czy ty wyjdziesz za mnie?- powiedział, pokazując mi pierścionek .

Otępiałam , nie wiedziałam co miałam zrobić. W końcu przemówiłam:

- Oczywiście, że tak.- miałam łzy w oczach.

Założył mi pierścionek na palca, a potem wziął mnie na skrzydła i przytulił. Jej najwspanialszy dzień w życiu na pewno nigdy go nie zapomnę! Teraz wiem na czyim ślubie Julek chciał zostać księdzem.