No heej <3

Znowu rozdział w 2-óch częściach :3 Ale  chce was trzymać w napięciu :3

No to miłego dniaa ;3 Nowa notka za 2 dni ;)

~ Karola

Rozdział VII cz.1 „Pierwsza misja Marleny”

Kitka:

-Nareszcie Cię znalazłam- powiedziałam do Oli

- Tak no co chciałaś?- spytała lekceważąco

- Pokłócili się? Rozwaliłaś ten ich związek raz na zawsze? Opowiadaj!- rozkazałam

- Ja nic niestety nie wskórałam. On ją za bardzo kocha a ona jego. – powiedziała spokojnie

- Weź zaraz zwymiotuje, chociaż i tak jestem pewna, że Skipper byłby szczęśliwszy ze mną! Ty wiesz sporo o tej Marlenie?-

- No coś tam wiem. Udawałam jej przyjaciółkę to sporo wiem.

- Opowiedz jej słabe punkty, kiedy jest sama i wszystko co by było na moją korzyść.

- Kitka a nie możesz znaleźć sobie kogoś innego?

- No niestety Ola, nie odpuszczę sobie go tak łatwo.

-Ech no dobra… -westchnęła

Zaczęła mi wszystko opowiadać, tyle się dowiedziałam. Mogłam rozpocząć mój śmiały plan! Aż mnie telepało z tej ekscytacji. Już mi ta mała dziewczyna nie podskoczy…

Skipper:

Obudziłem się u boku ukochanej… Ukochanej? Nie to zbyt banalne. Narzeczonej! Tak to słowo pasowało idealnie! Miałem ochotę wyjść i wykrzyczeć to całemu światu! Ale stwierdziłem, że nie będę robił z siebie debila. Uśmiechnąłem się na widok Marlenki. Ta jej piękna twarz… Kasztanowe oczy, rumieńce, naturalne rzęsy oraz ten uśmiech. No i znowu się rozmarzyłem… Ale to wszystko przez to, że dziś w nocy kilka razy słyszałem swoje imię. Aż mi serce zmiękło… Czekałem, aż się obudzi. Miałem ochotę z  nią spędzić cały dzień. Niestety nie mogłem bo umówiła się z dziewczynami z parku na jakiś babski wieczór. No cóż, niech idzie poplotkuje trochę, niech się pochwali, że za parę tygodni wychodzi za mąż. Ach te kobiety, no cóż:

-O czym tak myślisz?- spytała z zaskoczenia

- A o niczym kochanie.- uśmiechnąłem się ciepło

-Taa jasne… Nieważne dzisiaj postaram się wrócić jak najszybciej.

-Nie śpiesz się. Ja poczekam, jakby mnie nie było to znaczy, że mnie porwali.

-Weź mnie nawet nie strasz!

Pocałowałem ją w usta tak na dzień dobry.  Oczywiście po jakiś 30 min dopiero wstaliśmy. Tak wiem lenie z nas. Dla mnie leniuchowanie skończy się kiedy wrócą chłopaki. Niestety, nic nie trwa wiecznie… Kiedy zjedliśmy śniadanie, oraz zrobiliśmy podstawowe rzeczy, wybraliśmy się na spacer. Nasz spacer wyglądał tak, że co chwila dziewczyny do nas podchodziły i pytały „Czy Marlenka będzie na wieczorze?” . Miałem tego dosyć, niech jeszcze ktoś do nas podejdzie to wybuchnę normalnie!

-Skipper wszystko okej? – spytała

-Tak.- odpowiedziałem najłagodniej jak umiałem

- Wiem mnie to też już wkurza. –zaśmiała się

-No trochę to denerwujące. -przyznałem

- Wiesz co ja muszę iść się szykować. Idziesz ze mną popatrzeć?

- Nie będę ci przeszkadzał. Idź widzimy się jutro?

- Pewnie. To do zobaczenia.

Pocałowaliśmy się na pożegnanie i niestety musiałem ją wypuścić. Nienawidzę się z nią żegnać. Jej jak ten czas szybko leci dopiero była 12 a teraz już jest 15, no cóż musiałem się czymś zająć. Wracałem do bazy, byłem przy wybiegu lemurów, aż tu nagle moim oczom ukazała się znajoma postać. Najgorsza postać jaką mogłem zobaczyć dzisiaj:

-No witaj Skipper!- powiedziała Kitka

- Cześć co chciałaś?- spytałam

-A nic, specjalnie zorganizowałam ten niby babski wieczór, żeby odciągnąć Marlenę od Ciebie! Laski dajcie ten worek!

- Emm fajnie, ale zostaw ją w spokoju!- krzyknąłem

- Ją zostawię Ciebie nie.- strzeliła promieniem zamrażającym  w moim kierunku

Byłem zbyt unieruchomiony na to by cokolwiek zrobić.

Marlenka:

Ej no! Co jest z tymi dziewczynami? Obiecały, że przyjdą. Kiedy stwierdziłam, że jednak się nie zjawią, zaczęłam iść w stronę bazy. Wtedy podbiegł do mnie Mort:

-Marlenko nie uwierzysz co się stało!- krzyknął

-No co się stało?- spytałam

- Skippera porwali!

-Co? Pewnie on ci kazał tak powiedzieć co?

- Nie, przysięgam na królewskie stopy, że mówię prawdę.

- O matko! Ale kto, kiedy, jak to się stało?!

- To ta sokolica, wtedy kiedy ty poszłaś się szykować! Ona wszystko zaplanowała!

-O nie! Muszę go ratować!

- Tylko ty możesz go uratować. Mogę ci powiedzieć coś mądrego?

- Jeżeli umiesz to dawaj. – uśmiechnęłam się

- Nie bój się śmierci. Bo jeżeli umrzesz za kogoś kogo kochasz to jest to dobra śmierć.

- Jej dzięki, przyda się!

- Ależ nie ma za co!- uśmiechnął się i poszedł

Musiałam się zbierać i jechać do niego. Jej gniazdo znajdowało się bodajże na najwyższym wieżowcu w mieście. Powoli zaczęłam swą podróż lecz z czasem dodawałam prędkości. W głowie cały czas siedziało mi zdanie Morta.