Bez kategorii

Rozdział III „Skądś Cię znam”

Hej hej :3

Wreszcie jest rozdział III XD

Powstawał on na moich lekcjach a dzisiaj jest na blogu. :p

Miłego czytania :)

Oraz miłego weekendu :>

~Kari <3

Rozdział III „Skądś Cię znam”

Karolina:

Otarłam swoje łzy, chociaż coraz bardziej robiło mi się zimno i słabo. Z drugiej strony cieszyłam się, że Skipper był przy mnie, kiedy go potrzebowałam.  Był dla mnie bohaterem, na którego mogłam liczyć. Po 10 minutach stwierdziłam, że trzeba się ogarnąć, więc wzięłam głęboki oddech:

-Dzięki już mi lepiej.-wstałam z ziemi

-Na pewno? – spytał

-Jasne. Tylko pytanie gdzie ja będę mieszkać, dopóki budowa się nie skończy…

-Zawsze możesz pomieszkać u mnie. Bynajmniej nie będę się martwił.- uśmiechnął się lekko

-Nie chce Ci robić kłopotu.

-Ale ty mi nie będziesz robić kłopotu. Jesteś dla mnie ważna i nie pozwolę, żeby ktoś Cię tak traktował…

Aż się uśmiechnęłam, bardzo się cieszyłam, że go poznałam.

-Dzięki, jesteś najlepszy. –przytuliłam go

-Oj tam, po prostu Cię ko… kocham.- wyjąkał

-Ja Ciebie też.

- No więc i tak kiedyś byśmy zamieszkali razem.

-Pewnie tak, ale nie po dwóch dniach znajomości.

-Bo my jesteśmy wyjątkową parą.

-Właśnie widzę.

- Może chodźmy do domu, bo robi się zimno?

- Dobrze no to chodźmy. – ruszyłam w stronę domu

Wracaliśmy do domu w ciszy, jedyne co to ja wzięłam go pod rękę. Wolałam przemilczeć tą całą sytuacje, kiedy weszliśmy do domu chciałam zrobić mojej matce na złość więc chciałam oddać im mercedesa wziąć swoje rzeczy i zostawić tą rodzinę raz na zawsze:
-Skipper?-spytałam

-Tak kochanie?-spojrzał mi w oczy

Trochę się wzdrygnęłam, kiedy powiedział na mnie kochanie:

-Słuchaj pojedziesz ze mną?

-A gdzie?-uśmiechnął się

-Do domu moich rodziców…

-Ale po co? Myślałem, że nie chcesz mieć z nimi nic wspólnego.

-Tak wiem ,ale muszę im oddać samochód.

-Dobrze, skoro chcesz.

Uśmiechnęłam się wzięłam kluczyki i już chciałam go odpalić, ale stawiał opór. Już wiem jak jechałam do Skippera zapomniałam zatankować:

-Cholera! Zapomniałam zatankować.-powiedziałam

-Spokojnie, najwyżej pojedziemy moim a jutro im go odprowadzisz.

-A ty ze mną jutro nie pojedziesz?

-Niestety chyba nie dam rady. Do pracy muszę iść.

-No dobra rozumiem, to jedziemy twoim.

-Dobrze skarbie , czekaj  idę po kluczyki.-pocałował mnie w policzek i poszedł do domu.

Wysiadłam z mercedesa i przesiadłam się do auta Skippera. Byłam trochę poddenerwowana, nie przejmowałam się opinią swojej matki , bo ona kompletnie mnie nie obchodziła. Najbardziej zastanawiało mnie to co powie mój tata.

Skipper:

Wsiadłem do swojego srebrnego volvo, kiedy wyszedłem z domu Karolina stała przy samochodzie, łatwo dało się zauważyć że jest zdenerwowana całą tą sytuacją. Wyjechaliśmy z domu w ciszy a potem zaczęła mnie prowadzić do domu swoich rodziców:

-Na światłach w prawo.-powiedziała

-Zrobi się.-uśmiechnąłem się ciepło-Jutro to ja Ciebie gdzieś zabiorę.

-Ciekawe gdzie.-zaśmiała się

-Do mojego przyjaciela i jego dziewczyny.

-A mogę znać ich imiona?

-Jasne, Kowalski i Ola.

-Kiedyś miałam przyjaciółkę Olę…

-Heh, może to ona.

-Wiesz, dużo jest Olek na świecie.

- A czemu się rozstałyście?

-Ej, zaraz w lewo i jak skręcisz to trzeci dom po prawej stronie.

-No dobra.-westchnąłem

Do końca trasy nie odzywaliśmy się, wiedziałem, że jest jej ciężko o tym mówić, dlatego nie wnikałem. Wyszliśmy z samochodu, wziąłem ją pod rękę, kiedy zapukałem do drzwi ustawiłem się za nią. W końcu otworzył jej tata:

-Cześć tato-powiedziała-mogę wejść?

-Jasne, to twój dom zawsze możesz przyjechać.-odpowiedział

-Tak wiem, ale to tylko chwilowe.

-Jak to? Jesteś pewna?

-Tak podjęłam już decyzję. Moje miejsce jest przy nim. –spojrzała na mnie

Uśmiechnąłem się i objąłem ją ramieniem.

-Ech… No cóż zrobisz jak uważasz.

-Dzięki, a jest może mama?

-Nie, do ciotki poszła.-uśmiechnął się

-Już mnie obgadują, ale cóż bywa.

-Nie przejmuj się skarbie. – odezwałem się

- Dokładnie, nagadają się i przejdzie.

-Dobra idę, bo jeszcze wróci i zrobi scenę jak w parku.-pobiegła po schodach w górę.

Jej tata i ja zostaliśmy w salonie. Zaczął mnie się wypytywać, o tą scenę w parku i ogólnie o mnie. Czasami zadawał tak trudne pytania, że nie wiedziałem co odpowiadać. Po 15 minutach zbiegła szybkim krokiem. Widziałem, że ciężko jej z tymi torbami, więc wziąłem od niej torby:

-To ja będę czekał na Ciebie w samochodzie. Do widzenia.-powiedziałem wychodząc z domu

Zapakowałem jej rzeczy, wsiadłem do auta. Po jakiś 5 minutach wyszła i wsiadła. Zauważyłem, że jest wykończona, więc specjalnie pojechałem okrężną drogą i włączyłem ogrzewanie, żeby usnęła. Udało się po chwili, zamknęła oczy i usnęła.  Spała tak uroczo. Kiedy byliśmy pod domem nie chcąc jej budzić, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do domu. Zastanawiałem się gdzie ją położyć. Stwierdziłem, że położę ją w moim łóżku a ja prześpię się w salonie. Poszedłem do sypialni, położyłem ją na łóżku i przykryłem kołdrą. Już miałem wychodzić:

-Połóż się koło mnie, będę się bała. –powiedziała przez sen

-Ale ja będę na dole. –uśmiechnąłem się

-Proszę, chodź.

-Na pewno tego chcesz?

-Pewnie, chodź tu.

Niepewnie położyłem się obok niej. Ona przysunęła się jak najbliżej mnie i przytuliła się do mnie. Uśmiechnąłem się i od razu poszedłem spać do niej przytulony. Niestety rano musiałem ją odepchnąć, gdyż praca wzywała.

Karolina:
Obudziłam się, ale Skippera nie było. Szukałam go po całym domu, ale ja jestem głupia. Przecież wczoraj mi mówił, że idzie do pracy. Przyszłam do salonu, na stole zauważyłam kartkę zgiętą w pół. Na jednej połowie było napisane „Karolciu <3” Wzięłam kartkę w dłoń rozłożyłam i zaczęłam czytać.
„Kochana Karolciu!

Jakbyś zapomniała, pojechałem do pracy wrócę około 15 wtedy zrobimy coś razem. ^^

A i jak znajdziesz czas ugotuj mi coś dobrego. :p

Kocham Cię bardzo  i już tęsknie  <3

~ Skipper”

Nie mogłam się doczekać aż wróci. Nie chciało mi się ruszać mercedesa, więc stwierdziłam niech stoi tam gdzie jest . Ubrałam się w luźną bluzkę, krótkie spodenki a z włosów upięłam koka. Zastanawiałam co mu ugotować, stwierdziłam, że najlepiej zrobić mu  kotleta z piersi kurczaka i pomidorową. Poszłam do supermarketu i zakupiłam potrzebne produkty i wzięłam się za obiad.

Aleksandra:

Chciała poznać tą Karolinę. Chciałabym, żeby Skipper ułożył sobie życie. Skipper powiedział Kowalskiemu, że będzie mieszkać u niego na razie. Szłam do jego mieszkania myśląc jaka ona jest. Stałam pod jego drzwiami i zapukałam. Po paru minutach otworzyła dziewczyna jakoś tak dziwnie znajoma:

-Hej, jest Skipper?-zapytałam

-Nie niestety nie jest w pracy.-powiedziała

-Szkoda, ale mam wrażenia, że skądś Cię znam.

- No właśnie ja też. –zaśmiała się

-Czekaj czekaj… -zamyśliłam się

-Ola to ty? –spoważniała

-Kari? Matko ile ja ciebie nie widziałam.

Przytuliłyśmy się i weszłyśmy do środka .

-Siadaj zaraz zrobię kawę. –weszłyśmy do kuchni

-Spoko i tak nasi chłopcy robią do 15.- usiadłam na krześle

-Dokładnie.-zrobiła kawę i naszykowała ciastka.

-Uwolniłaś się od rodziców?

-Tak, kiedyś musiałam, ale zakochałam się i tak wyszło.

-Ach ta miłość-zaśmiałam się

-A u Ciebie jak tam? Kowalski sprawdza się jako chłopak?

-Tak, nawet bardzo.

-To dobrze.

I tak się zagadałyśmy że nie zauważyłyśmy, że za chwilę chłopaki wrócą.

- Hah, widzisz za chwilę 15. – powiedziała Kari.

-No zaraz wrócą. Ja muszę lecieć nawet obiadu mu nie ugotowałam.

-Ja też. Oj tam zostań nic mu się nie stanie jak nie dostanie na czas.

- Haha, no dobra.

Gadałyśmy jeszcze przez chwilę, kiedy do domu wszedł Skipper z Kowalskim. Ja się nie odzywałam, chciałam zrobić Kowalskiemu niespodziankę:

-Kochanie wróciłem. –do kuchni wszedł Skipper-O hej Ola, Kowalski chodź Ola tu jest.

-Cześć skarbie-powiedziała Karolina i dała mu buziaka w policzek

-Hej Skipper- przybiłam z nim piątkę- Witaj kochanie.

-No cześć. – uśmiechnął się Kowciu

-Dobra my będziemy lecieć prawda? –spojrzałam się na Kowalskiego

-No trzeba, to cześć wam – powiedział i wyszliśmy z mieszkania Skippera.

Rozdział II „Kawa czy może coś więcej? „

Hej ^^

Wczoraj miała być notka, ale mój tata zabrał mi internet i oddał dopiero wieczorem >.<

Ale dzisiaj jest. Ale się rozpisałam, od razu mówię, notka jest dziwna trochę :o Tylko się tym nie zrażajcie :>

Pozdrawiam i miłego weekendu :*

~Kari <3

Rozdział II „Kawa czy może coś więcej?”

Kowalski:

Spojrzałem na telefon, żeby sprawdzić kto to. Myślałem, że sam ucichnie i dalej będę spędzał wieczór z Olą. Musiałem Olę na chwilę zostawić, ponieważ był to Skipper. A najlepszemu koledze się nie odmawia. Więc poszedłem do kuchni i odebrałem telefon:

-Halo?- powiedziałem pierwszy

-No wreszcie odebrałeś. Stary mam tyle Ci do powiedzenia, że nie uwierzysz. –wziął głęboki oddech

-No , opowiadaj na co czekasz. – uśmiechnąłem się

- Poznałem, dzisiaj świetną dziewczynę. Normalnie zakochałem się.

-Widzisz mówiłem Ci, ale opowiedz mi o niej i jak ją poznałeś? –dopytywałem

-No więc to ta moja nowa sąsiadka. Ma na imię Karolina, ma ciemne blond włosy i jest naprawdę świetna bo nie gada cały czas o kosmetykach , butach i innych pierdołach.

-A jak tam z wyglądem? – zaśmiałem się

- Jest nieziemsko piękna – rozmarzył się

-Skipper wracaj na Ziemię bo słychać, że znowu się rozmarzyłeś.

- A no tak wybacz.

-No to co? Kiedy zapraszasz ją na randkę?

-Nie wiem, chyba najpierw na kawę.-westchnął

-To zaproś ją na kawę a tak naprawdę zabierzesz ją po tej kawie na randkę.

-O stary! Myślisz że to się uda?

-Jasne, że tak. A teraz muszę już wracać Ola czeka –zaśmiałem się- Dobranoc.

-Dobra, to leć. Dobranoc. – pożegnał się i rozłączył się

Wróciłem do Oli, objąłem ją ramieniem i widziałem, że nie może się napatrzeć na tego Damona. W końcu wybuchnąłem śmiechem.

Karolina:
Jej , chciałam już wracać tam. Oczywiście kiedy weszłam do domu zastałam rozdrażnioną matkę . Tata ufał mi , bo wiedział że jestem już dorosła. Natomiast moja mama ciągle miała mnie za dziecko.  Jedyne co to tata uśmiechnął do mnie. Nie zwracając uwagi na matkę, poszłam do pokoju. Jednak moja matka zdążyła do mnie coś powiedzieć. A byłam już tak blisko pokoju:

-Nie tak prędko, moja panno!

-No słucham? –podeszłam do niej

-Gdzie to się włóczysz po nocy?-zapytała krzycząc na nią

-Na budowie byłam – powiedziałam spokojnie

-Aż tyle czasu?  Na pewno jeszcze gdzieś byłaś. Pewnie u jakiegoś chłopaka. –naskoczyła na mnie

„Oczywiście mamusiu bo ci powiem” powiedziałam sobie w myślach.

- A to to już nie twój problem. – spojrzałam na nią wściekłym wzrokiem

- Ej ej  jak się do matki odzywasz?

- Normalnie! Jestem dorosła i mogę robić co chce i wracać kiedy chce. Mam dość twojej kontroli. Dlatego się wyprowadzam! – wybuchłam krzykiem i pobiegłam do swojego pokoju

-Darek powiedz jej coś! – powiedziała do taty- Nie tak cię wychowałam.

-No ale co ja mam jej powiedzieć. Jest dorosła i ma rację za bardzo ją kontrolujesz. – stanął w mojej obronie tata.

-Czyli ty też mi się sprzeciwiasz? Idź z nią porozmawiaj , tylko Ciebie się słucha. – westchnęła

- Dobra , porozmawiam , ale daj jej ochłonąć.

Więcej z tej rozmowy nie słyszałam, ale nie mogłam w tym domu już wysiedzieć. Po prostu mam dość, że cały czas mama mnie kontroluje. Stwierdziłam, że jest już za późno, żeby wyjeżdżać z domu, więc postanowiłam spróbować zasnąć. Udało się, kiedy się obudziłam było już rano. Kiedy wzięłam telefon, aby sprawdzić która godzina zobaczyłam , że mam smsa. Zastanawiałam się od kogo, więc odblokowałam telefon  i patrzę wiadomość od jakiegoś nieznanego numeru.  Kiedy  go przeczytałam od razu uśmiechnęłam się do telefonu. Mianowicie było w nim napisane:

„Cześć. Dzisiaj wziąłem sobie wolne w pracy, więc możesz przyjechać jak się obudzisz ;) ~Skipper”

Tylko skąd on ma mój numer? Nieważne, ważne że napisał. Byłam normalnie taka szczęśliwa jak nigdy. Ubrałam się i wykonałam podstawowe czynności . Już miałam odjeżdżać, kiedy zobaczyłam, że paliwo się kończy w mercedesie. Cholera! No na kase od mojej mamy nie miałam co liczyć. Dobrze, że tata był w domu. Pobiegłam do taty:

-Tato, paliwo się kończy , dasz mi pieniądze żebym mogła zatankować?

-Jasne ile potrzebujesz?-spytał uśmiechając się

- A tam nie dużo stówka starczy.

-Spoko, ale coś za coś.-zrobił się na chwilę poważny

- No słucham co chcesz wiedzieć? Byle szybko , trochę mi się śpieszy. – westchnęłam

-Właśnie w tym problem. Opowiadaj , gdzie jedziesz i  czemu Ci się tak śpieszysz?

- A nie powiesz mamie?- usiadłam koło niego

- No nie , tylko powiedz mi.- spojrzał się na mnie.

- No więc jadę na budowę i przy okazji do sąsiada.- uśmiechnęłam się

- Sąsiada? Dobra bynajmniej wierzę Ci. Możesz jechać. – dał mi tą stówkę i wybiegłam z domu

Tak mi się spieszyło że zapomniałam zatankować samochód. Jakimś cudem dojechałam na rezerwie. Zapomniałam o świecie chciałam iść już do niego. Wysiadłam z auta i skierowałam się do jego drzwi.

Skipper:

Zastanawiałem się czy dostała smsa. Ale raczej tak, tylko może jeszcze  śpi. W każdym razie byłem już ubrany, czekałem aż usłyszę dźwięk silnika podjeżdżającego samochodu. I w końcu się go doczekałem, po chwili usłyszałem dzwonek do drzwi. Szybkim krokiem poszedłem do drzwi:

-Hej.-powiedziałem i uśmiechnąłem się

-Cześć- odwzajemniła uśmiech

-Proszę wejdź- powiedziałem

Weszliśmy do środka, domu i przeszliśmy do salonu:

-Może wyskoczymy dzisiaj na kawę?- od tak zaproponowałem

-Jasne, brzmi interesująco.- uśmiechnęła się

-Jak tam Ci minął wczorajszy wieczór beze mnie? –zaśmiałem się

- A daj spokój, przez Ciebie dostałam ochrzan.- również zaczęła się śmiać

- Przeze mnie?

-Tak, za fajnie się z tobą rozmawia i straciłam poczucie czasu.

-Dzięki mi z tobą również.

- No to co idziemy na tą kawę? – zaśmiała się

-Jasne, idziemy.-uśmiechnąłem się

Więc ubraliśmy się i wyszliśmy z domu. Oboje w fantastycznych nastrojach. Świetnie się dogadywaliśmy.  W końcu zboczyła z tematu i zapytała:

-Skipper?

-Tak?

-Czy to jest tak bardziej randka, czy taka koleżeńska kawa?

Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć, wiadomo, że była to randka, ale nie wiedziałem czy jej powiedzieć prawdę czy skłamać. Więc postanowiłem powiedzieć jej prawdę:

-Hmm, w sumie to taka randka.- uśmiechnąłem się

Ona zatrzymała się na chwilę, usiadła na ławce i spojrzała się na mnie.

-Powiedziałem coś nie tak?-usiadłem obok niej

-Nie, wszystko jest w porządku. Tylko, na randkę chodzą osoby, które są zakochane w sobie.

- A co jeśli, jedna jest zakochana w drugiej i zaproponowała jej kawę, bo myśli, że może zdobędzie się na odwagę by powiedzieć jej co czuje?

-Nie wiem,  a jeśli ona odwzajemnia uczucia jego?

Nic już nie powiedziałem. Chciałem sprawdzić czy mówi prawdę. Załapałem aluzję, nie jestem taki głupi.  Przybliżyłem się do niej, ona była spokojna  i nadszedł ten moment, kiedyś musiał, więc pocałowałem ją w usta. Tak wiem to zwariowane, znamy się niecałe dwa dni, ale zakochałem się nie na żarty. W końcu stało się coś o czym zawsze marzyłem. Kiedy myślałem, że może już dosyć , zacząłem się odsuwać. Karolina miała inne plany, kiedy zauważyła, że się odsuwam objęła rękami mój kark i przyciągnęła do siebie . Całowaliśmy się tak przez jakieś  5 minut. W końcu odsunęliśmy się od siebie:

-Em a co to było? –spytała zdziwiona

-Nie mam pojęcia- zaśmiałem się- może wolałem to pokazać niż opowiadać.

-To byłe takie… takie fajne. – uśmiechnęła się

- Zgadzam się. Jesteś taka piękna, że trudno się Tobie oprzeć.

-Oj przestań- zrobiła się lekko różowa

- Czy ty się rumienisz? – spytałem

-Czasami, ale wtedy wyglądam jakbym miała temperaturę.

- Ale ładnie Ci z rumieńcami.

- Dzięki.- uśmiechnęła się – Wiesz co schowam się na chwilę za Tobą okej?

- Jasne, ale dlaczego?- zapytałem zdziwiony

-Bo widzisz tamtą panią w tym niebieskim płaszczu?

- Tak a co?

-To moja mama a ona nie pozwala mi spotykać się z chłopakami.

-Spoko, obronię Cię. – zaśmiałem się

Karolina schowała się za mną czekaliśmy tylko aż jej mama pójdzie sobie stąd. Niestety pech chciał, że musiała ją zauważyć. Kiedy się zorientowała, że Karolina jest za mną, podeszła do nas, Karolina wyszła zza moich pleców. Ja objąłem ją ramieniem, a jej głowa była na mojej klatce piersiowej.

- O proszę, wyjechałaś na budowę podobno.-powiedziała jej matka.

-No bo pojechała proszę pani, ale zagadała się ze mną i ja ją zaprosiłem na kawę.- powiedziałem

- I taka ta twoja kawa wygląda. Zastaje was w parku , przytulających się, ciekawe co jeszcze masz w planach?

-Na pewno nic niestosownego.-zapewniłem

-Taa jasne… Karolina wracamy do domu już.

-Nie! Nigdzie z Tobą już nie wrócę! Mam Cię dosyć.- odezwała się po raz pierwszy Karolina

-To ciekawe gdzie będziesz mieszkać, dopóki budowa się nie skończy?

-Poradzę sobie bez twojej pomocy-uwolniła się z moich objęć- Przepraszam Cię Skipper

Po tych słowach ze łzami w oczach pobiegła w stronę parkowych drzew. Ja pobiegłem za nią, zgubiłem ją trochę, ale potem znowu znalazłem. Siedziała pod jednym z drzew.

-Karolina, nie płacz, pomogę Ci zobaczysz, nikt więcej tak Cię nie poniży, obiecuję. –uklęknąłem  obok niej i głaskałem  ją po policzku.

Rozdział I „Dziewczyna z mojego osiedla”

No Cześć! ;3

To ja wróciłam a wraz ze mną nowe opowiadanie. Mam czas żeby pisać bo choroba i te sprawy. Więc od razu mówię kilka rzeczy się zmieni:

a)      Jedyne co zostaje to styl pisania,

b)      Zmieniają się bohaterowie ,

c)       Będzie tu nowy paring, ale to z czasem ,

d)      Wiem że to blog o Skilene ,ale na razie zmieniam to a do Skilene, kiedyś wrócę na pewno ,

e)      Będę się podpisywać inaczej , ale to na koniec notki,

f)       Czekam na wasze komentarze co sądzicie na temat tego opowiadania ,

g)      O i zapomniałabym, to będzie humanizacja .

To na razie tyle co mam wam do napisania ;)

Zapraszam do czytania . ;3

Rozdział I „Dziewczyna z mojego osiedla”

Skipper:

Wracałem do domu zmęczony po pracy. Akurat tak się złożyło, że pracuję w tej firmie z Kowalskim. Więc w sumie nie sam wracałem. Jestem tak potwornie zmęczony, że marzyłem, aby już być w domu. W końcu Kowalski zaczął rozmowę:

-Czy ty też jesteś taki padnięty?

-Tak , aż same mi się oczy zamykają.-powiedziałem zamykając oczy a po chwili znów je otwierając

- Faktycznie szef dzisiaj nam dał sporo roboty.

- Ty bynajmniej będziesz miał obiad podany do stołu a ja muszę sam coś sobie zrobić. –zaśmiałem się

- Oj tam, ty też kiedyś znajdziesz sobie kogoś takiego jak moja Ola.-uśmiechnął się

- Może masz rację.

No tak Kowalski miał Olę. A ja byłem sam, a z każdym dniem mej samotności zadawałem sobie pytanie „Czy los chciał żebym był sam przez całe życie?”

- Ej Skipper patrz!- wskazał na dom który był naprzeciwko mojego domu.

- O proszę ktoś tu się wprowadza. Na nasze osiedle! – zacząłem się śmiać.

- Haha tak. Może jakaś dziewczyna. I w dodatku jakby to była dziewczyna to mieszka blisko Ciebie. –uśmiechnął się

-Tak. Ale jeśli będzie to dziewczyna to niech nie będzie taka jak Roksana.

- Trzeba mieć nadzieję. Wiesz co ja muszę już iść do Oli. To cześć do jutra . –powiedział i poszedł do swojego domu.

-To na razie. – krzyknąłem do niego i wszedłem do domu.

Zanim poszedłem do domu postanowiłem zrobić wywiad.  Przed domem widziałem budowlańców, więc oni coś o swoim pracodawcy powinni wiedzieć. Może od nich się czegoś dowiem. Podszedłem do nich i zaczepiłem jednego z nich:

-Dobry, wie pan może kto tu się wprowadza?

- Dzień dobry no w sumie wiem.

- No to może mi pan powiedzieć?

- Jasne , pod warunkiem, że nie powie pan mojemu szefowi.

- Dobrze, nie powiem. No więc?

-No więc, tutaj wprowadza się Karolina nie wiem jak ma na nazwisko. Ale bardzo miła i sympatyczna, mimo że jej ojciec jest bogaty, to jest w porządku.

- A ładna jest czy taka brzydka?

- Panie! Ona to mogła by na modelkę iść, gdyby była chudsza i  jakby nie była taka skromna. Nie to że jest aż taka gruba. Jest ani gruba ani chuda w sam raz . –uśmiechnął się

-  Dobrze wiedzieć, dziękuje za informację. – odwróciłem się i zacząłem iść w stronę swojego domu.

- Em proszę pana! – krzyknął

- Tak? –odwróciłem się

- Ona dzisiaj tu będzie , chce sprawdzić co z budową i takie tam.

- To dobrze. Muszę ją poznać jak mamy mieszkać na tym samym osiedlu.

- Dobra już pana nie zatrzymuję. – zaśmiał się i poszedł znowu na budowę.

Poszedłem do domu , musiałem się odświeżyć. Bo wyglądałem okropnie, nie dziwię się po takiej robocie. Kiedy doszedłem do siebie, położyłem się i myślałem jaka jest ta nowa lokatorka .

Karolina:

Uznałam że to najwyższy czas jechać zobaczyć co z moim domem. Jeszcze w tym tygodniu chciałam się wprowadzić. Miałam 20 lat już nie chciałam mieszkać z rodzicami. Poinformowałam ich, że jadę na budowę, wzięłam kluczyki od mercedesa i po paru minutach byłam na miejscu. Karolina rajdowiec wiadomo. Ale jeszcze nie miałam żadnego wypadku. Kiedy wysiadłam z samochodu zaczęłam zwiedzać swój nowy dom. Co prawda nie było tam nic poza fundamentami, ale chciałam zobaczyć co się dzieje. Praca szła wre. Kiedy stwierdziłam, że moja obecność jest tu zbędna, poszłam poznać swoich nowych sąsiadów. Coś mnie podkusiło, żeby sprawdzić kto mieszka  w tym domu naprzeciwko. Niepewnym krokiem poszłam i zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi wysoki mężczyzna w czarnych włosach:

- Cześć, Karolina jestem , twoja nowa sąsiadka. –uśmiechnęłam się

Powiem że naprawdę był przystojny i zrobił na mnie duże wrażenie.

-Hej a ja Skipper, miło Cię poznać.- uśmiechnął się- Proszę wejdź.

- Dzięki – uśmiechnęłam się

No i zaczęła się rozmowa. Przy nim straciłam poczucie czasu. Znaliśmy się kilka godzin a już zachowywaliśmy się jak najlepsi przyjaciele. Gadaliśmy i gadaliśmy, kiedy nagle z mojej torebki zaczęła lecieć piosenka „Undressed” to znaczy , że ktoś dzwonił:

- Emm przepraszam na chwilę. – uśmiechnęłam się i wyszłam do drugiego pokoju

-Halo? –odebrałam telefon

- Karolina? Gdzie ty się włóczysz po nocy? Miałaś jechać tylko na budowę. – odezwała się mama.

- Jakiej nocy? Dopiero 18… -westchnęłam

-Ładna mi osiemnasta-poirytowała się- wracaj do domu już jest 21.

- O kurcze to już?! Dobra zaraz będę.

- No to za dziesięć minut widzę Cię w domu!- powiedziała i się rozłączyła

- Dobra mamo, to pa – rzuciłam telefon do torebki.

Nie chciałam się z nim żegnać. Było mi z nim za fajnie . Ale musiałam, to było główną przyczyną mojej wyprowadzki, nadmierna kontrola matki, mimo iż miałam 20 lat.

- Wiesz co muszę wracać do domu. Zasiedziałam się. –uśmiechnęłam się

- No cóż, jutro muszę iść do pracy.- odwzajemnił uśmiech.

- No więc do jutra.

- Jutro też będziesz?

- Tak, teraz to mogę przyjeżdżać codziennie dopóki się nie wprowadzę.

- Haha dobra zapraszam – zaśmiał się

- Dzięki , będę pamiętać. To na razie –przytuliłam go i wyszłam

- Cześć. –odwzajemnił uścisk i zamknął drzwi .

Wsiadłam do auta i pojechałam do domu, wiedziałam , że będzie ochrzan.  No cóż nie śpieszyłam się w drodze powrotnej do domu.

Kowalski:

Oglądałem z Olą nasz ulubiony serial „Pamiętniki wampirów” całując ją co jakiś czas. Zawsze lubiłem pokazywać jak jest dla mnie ważna. Bardzo ją kocham i nikomu jej nie oddam.

-Kochanie?- spytała

-Tak słońce?

- A co ty taki miły jesteś?

- A czemu miałbym być nie?

-A no bo wiesz jesteś zmęczony po pracy.

-Tak to prawda jestem zmęczony, ale bardzo Cię kocham . I dzisiaj mnie naszło coś na uczucia. –zaśmiałem się

-Widać właśnie, ale możesz być taki dla mnie codziennie.- również się zaśmiała.

- Skoro chcesz. –pocałowałem ją po raz kolejny.

I tak się całowaliśmy , nie zwracając uwagi na film, gdy nagle zabrzmiał dzwonek mojego telefonu.

To tyle na dziś :3

~ Kari <3

Hej :) Kilka nowych ogłoszeń :)

Hej no więc mam nowe ogłoszenia !

1. Nie mam weny jeśli chodzi o pisanie opek ze Skilene i wiem że ten blog nazywa się Karola and Skilene, ale na pewno kiedyś ta wena wróci tylko muszę dać temu czas na to aby wpadły mi nowe pomysły i wgl :c

2. Mam w głowie taki projekt, żeby nie odstawić pisania bo wiem że mam do tego talent. I myślałam nad takim opowiadaniem z nowymi postaciami i wgl :)

3. Oczywiście w projekcie jeśli się uda byłaby miłość i oczywiście misje też :) Komedii też się raczej możecie spodziewać :)

4. Wakacje się kończą i będę już rzadziej wstawiała opka ale 1 na tydzień myślę że dam radę :)

Miłych wakacji życzę i udanego roku szkolnego !
~ Karola <3

Heej :c

Hej. :/

Od razu mówię nie będzie notki przez jakieś 2 dni, brak weny :c

Także przepraszam :(

Do następnej notki :*

~ Karola <3

Rozdział VII cz.1 „Pierwsza misja Marleny”

No heej <3

Znowu rozdział w 2-óch częściach :3 Ale  chce was trzymać w napięciu :3

No to miłego dniaa ;3 Nowa notka za 2 dni ;)

~ Karola

Rozdział VII cz.1 „Pierwsza misja Marleny”

Kitka:

-Nareszcie Cię znalazłam- powiedziałam do Oli

- Tak no co chciałaś?- spytała lekceważąco

- Pokłócili się? Rozwaliłaś ten ich związek raz na zawsze? Opowiadaj!- rozkazałam

- Ja nic niestety nie wskórałam. On ją za bardzo kocha a ona jego. – powiedziała spokojnie

- Weź zaraz zwymiotuje, chociaż i tak jestem pewna, że Skipper byłby szczęśliwszy ze mną! Ty wiesz sporo o tej Marlenie?-

- No coś tam wiem. Udawałam jej przyjaciółkę to sporo wiem.

- Opowiedz jej słabe punkty, kiedy jest sama i wszystko co by było na moją korzyść.

- Kitka a nie możesz znaleźć sobie kogoś innego?

- No niestety Ola, nie odpuszczę sobie go tak łatwo.

-Ech no dobra… -westchnęła

Zaczęła mi wszystko opowiadać, tyle się dowiedziałam. Mogłam rozpocząć mój śmiały plan! Aż mnie telepało z tej ekscytacji. Już mi ta mała dziewczyna nie podskoczy…

Skipper:

Obudziłem się u boku ukochanej… Ukochanej? Nie to zbyt banalne. Narzeczonej! Tak to słowo pasowało idealnie! Miałem ochotę wyjść i wykrzyczeć to całemu światu! Ale stwierdziłem, że nie będę robił z siebie debila. Uśmiechnąłem się na widok Marlenki. Ta jej piękna twarz… Kasztanowe oczy, rumieńce, naturalne rzęsy oraz ten uśmiech. No i znowu się rozmarzyłem… Ale to wszystko przez to, że dziś w nocy kilka razy słyszałem swoje imię. Aż mi serce zmiękło… Czekałem, aż się obudzi. Miałem ochotę z  nią spędzić cały dzień. Niestety nie mogłem bo umówiła się z dziewczynami z parku na jakiś babski wieczór. No cóż, niech idzie poplotkuje trochę, niech się pochwali, że za parę tygodni wychodzi za mąż. Ach te kobiety, no cóż:

-O czym tak myślisz?- spytała z zaskoczenia

- A o niczym kochanie.- uśmiechnąłem się ciepło

-Taa jasne… Nieważne dzisiaj postaram się wrócić jak najszybciej.

-Nie śpiesz się. Ja poczekam, jakby mnie nie było to znaczy, że mnie porwali.

-Weź mnie nawet nie strasz!

Pocałowałem ją w usta tak na dzień dobry.  Oczywiście po jakiś 30 min dopiero wstaliśmy. Tak wiem lenie z nas. Dla mnie leniuchowanie skończy się kiedy wrócą chłopaki. Niestety, nic nie trwa wiecznie… Kiedy zjedliśmy śniadanie, oraz zrobiliśmy podstawowe rzeczy, wybraliśmy się na spacer. Nasz spacer wyglądał tak, że co chwila dziewczyny do nas podchodziły i pytały „Czy Marlenka będzie na wieczorze?” . Miałem tego dosyć, niech jeszcze ktoś do nas podejdzie to wybuchnę normalnie!

-Skipper wszystko okej? – spytała

-Tak.- odpowiedziałem najłagodniej jak umiałem

- Wiem mnie to też już wkurza. –zaśmiała się

-No trochę to denerwujące. -przyznałem

- Wiesz co ja muszę iść się szykować. Idziesz ze mną popatrzeć?

- Nie będę ci przeszkadzał. Idź widzimy się jutro?

- Pewnie. To do zobaczenia.

Pocałowaliśmy się na pożegnanie i niestety musiałem ją wypuścić. Nienawidzę się z nią żegnać. Jej jak ten czas szybko leci dopiero była 12 a teraz już jest 15, no cóż musiałem się czymś zająć. Wracałem do bazy, byłem przy wybiegu lemurów, aż tu nagle moim oczom ukazała się znajoma postać. Najgorsza postać jaką mogłem zobaczyć dzisiaj:

-No witaj Skipper!- powiedziała Kitka

- Cześć co chciałaś?- spytałam

-A nic, specjalnie zorganizowałam ten niby babski wieczór, żeby odciągnąć Marlenę od Ciebie! Laski dajcie ten worek!

- Emm fajnie, ale zostaw ją w spokoju!- krzyknąłem

- Ją zostawię Ciebie nie.- strzeliła promieniem zamrażającym  w moim kierunku

Byłem zbyt unieruchomiony na to by cokolwiek zrobić.

Marlenka:

Ej no! Co jest z tymi dziewczynami? Obiecały, że przyjdą. Kiedy stwierdziłam, że jednak się nie zjawią, zaczęłam iść w stronę bazy. Wtedy podbiegł do mnie Mort:

-Marlenko nie uwierzysz co się stało!- krzyknął

-No co się stało?- spytałam

- Skippera porwali!

-Co? Pewnie on ci kazał tak powiedzieć co?

- Nie, przysięgam na królewskie stopy, że mówię prawdę.

- O matko! Ale kto, kiedy, jak to się stało?!

- To ta sokolica, wtedy kiedy ty poszłaś się szykować! Ona wszystko zaplanowała!

-O nie! Muszę go ratować!

- Tylko ty możesz go uratować. Mogę ci powiedzieć coś mądrego?

- Jeżeli umiesz to dawaj. – uśmiechnęłam się

- Nie bój się śmierci. Bo jeżeli umrzesz za kogoś kogo kochasz to jest to dobra śmierć.

- Jej dzięki, przyda się!

- Ależ nie ma za co!- uśmiechnął się i poszedł

Musiałam się zbierać i jechać do niego. Jej gniazdo znajdowało się bodajże na najwyższym wieżowcu w mieście. Powoli zaczęłam swą podróż lecz z czasem dodawałam prędkości. W głowie cały czas siedziało mi zdanie Morta.

 

Rozdział VI „Uratowana”

Rozdział VI „Uratowana”

Skipper:

Jest znalazłem go. I co z tego , że był na hasło. Skoro ja to hasło znałem! Ale wciąż dręczyła mnie myśl, że może być już za późno… Musiałem się pospieszyć, jak najszybciej umiałem pognałem do szpitala. Gdy się tam znalazłem , zastałem Marlenkę przykrytą kołdrą . Zmroziło mnie , podbiegłem do niej, pocałowałem ją w czoło i powiedziałem:

-Wszystko będzie dobrze.

Strzeliłem w nią promieniem raz , drugi, trzeci. Przy trzecim uświadomiłem sobie, że powinno wystarczyć. Miałem rację zdążyłem w ostatniej chwili. Dzięki ci losie! Na jej twarz wróciły kolorki i zaczęła oddychać . Zabrałem ją do bazy, nie chciałem by widziała gdzie jest i co się stało. Czekałem cierpliwie aż się obudzi. Gdy odwróciłem się by zobaczyć, która godzina usłyszałem znajomy głos:

-To ja żyję?-spytała wystraszona Marlena

-Marlenko ty żyjesz! – rzuciłem jej się na szyję

-Chyba tak.-odwzajemniła uścisk

- Tak bardzo się bałem, że nie zdążę , że już umarłaś…

-Spokojnie, żyję, jestem tu. Opowiedz mi co się wydarzyło.

Zacząłem opowiadać prawie całą historię. Nie chciałem mówić jej o pocałunku z Olą , nie teraz. Ja wiem, że nie była gotowa by to usłyszeć. Kiedy doszedłem do fragmentu z Julkiem zaśmiała się.

- No z czego się śmiejesz?

-No bo to takie śmieszne, że Julian ci pomógł a w zamian chciał być księdzem. Nie znałam go od tej strony.

- Ludzie czasem się zmieniają. –stwierdziłem

- A nie powiedziałeś mi niby z jakiej okazji chciał być księdzem.- uśmiechnęła się

- On chciał być księdzem na ślubie .

-Na czyim ślubie? Ktoś się żeni? – uniosła brew

-No bo  Marlenko… – zacząłem

Król Julian:

Tak se myślałem w mej mądrej głowie , jak  siem sprawdzę w roli kapłana.  Oczywiście pewnie wspaniale jak zresztą zawsze. Bo w każdej roli król Julian sprawuje się świetnie!

- I co zgodził się? – spytał Maurice

-Co? A tak pewnie!- powiedziałem dumny

-Ale królu! Król nie był chyba jeszcze księdzem co? – spytał Mort

- Mort?- spytałem

- Tak?

-Wątpisz w mą wspaniałom królewskom osobę?

-Skądże, tylko tak spytałem.- wytrzeszczył oczy

- I co masz mi do powiedzenia?

-Panie jesteś najlepszy!

- No to rozumiem! Maurice dawaj mój sok z mango!

-Już idę wasza miłość!

Marlenka :

- Słucham? Spokojnie nie denerwuj się. –uśmiechnęłam się

- Bo ja muszę coś zrobić. Coś o czym zawsze marzyłem!- przełknął głośno ślinę

- No proszę. Nie krępuj się. – zachęciłam go

O matko czy on robi to o czym ja myślę? Wszystkie znaki wskazywały, że tak.  Siedziałam jak wryta, on podszedł do mnie i uklęknął oczywiście symbolicznie i powiedział:

-Marleno, przysięgam kochać Cię aż do samej śmierci. Czy ty wyjdziesz za mnie?- powiedział, pokazując mi pierścionek .

Otępiałam , nie wiedziałam co miałam zrobić. W końcu przemówiłam:

- Oczywiście, że tak.- miałam łzy w oczach.

Założył mi pierścionek na palca, a potem wziął mnie na skrzydła i przytulił. Jej najwspanialszy dzień w życiu na pewno nigdy go nie zapomnę! Teraz wiem na czyim ślubie Julek chciał zostać księdzem.

Dialogi z Inkerini <3

Hej :*
Ostatnio z Inkerini moją koleżanką, jedną z 3 moich autorytetów i facebook’ową córką pisałyśmy sobie dialogi o Skilene. I postanowiłam że to co napisałyśmy opublikuje na blogu :3 Jak ktoś miałby ochotę popisać ze mną coś w podobie czy z nią to zapraszamy na priv ;)
Tak pewnie będziecie się zastanawiać. Moimi autorytetami na których się kieruje jeżeli chodzi o PzM są
- Inkerini
- Alex
- Karka
Uwielbiam je i są wspaniałymi blogerkami :D
Miłego czytania !

M: *sprząta sobie w domu*
*tymczasem Skipper wybiera się do wydry*
S: Cześć, Marlenko! Musimy pogadać…
M: Cześć Skipper *przestraszona* Coś się stało?
S:Wiesz…właściwie to jeszcze nie wiesz…chciałbym Cię zaprosić na kolację…*wyciąga z zza pleców bukiet róż* To dla Ciebie!
M: Dziękuje są piękne *rumieni się *
A co do kolacji to… to bardzo chętnie
S: Woow…to znaczy *zawstydził się* nie spodziewałem się, że przyjmiesz moje zaproszenie…
M: a niby czemu nie? Po takich różach to nic dziwnego *uśmiecha się*
S: Wpadnę po Ciebie o 8!
Godzina 19:30
S: Jeszcze tylko te perfumy…*psika się sprayem na komary*to nie to…mam! Jestem gotowy!
M: *czeka na Skippera gotowa pięknie malowana w bombce i brązowych lokach*
Dasz radę, będzie okej. Gdybym tylko miała przyjaciółke…
Godzina 19:50
Zaczyna padać…
S: *wychodzi z bazy, bierzę parasolkę*
M: niech to szlag! Wtedy kiedy ja chce iść na randkę to musi zacząć padać ;-;
S: *zaczyna gwizdać w rytm deszczu* Wszystko mam gotowe! No, to tu! *przeskakuje przez bramę wybiegu wydry, puka w cienką blachę tuneliku*
M: O matko *po cichu* Proszę!
S: Witaj, Marlenko *całuje ją w łapkę*. Wyglądasz niesamowicie!
M: Cześć *rumieni się* Dziękuje. Ty też wyglądasz pięknie
S: Zapraszam Cię na długą podróż do…a zresztą, to niespodzianka! Już czas!
M: Jej (^^) Nie mogę się doczekać (^^)
S:*otwiera parasolkę* Pozwoli Milady, że dziś wieczór panią oprowadzę. *pociąga ją lekko za łapkę do wyjścia*
M: Oczywiście!
S: *oprowadza Marlenkę po zoo* Piękny dziś wieczór prawda?
M: bardzo ! *uśmiecha się ciepło*
S: Ale zupełnie nie dorównują Twoim cudowny, kasztanowym oczom…*odwraca się w jej stronę, odwzajemniając uśmiech*
M: wątpię ale dzięki *rumieni się *
S: … *zawstydzony nic a nic nie mówi aż do randki*
*już dochodzą do bazy, pingwin otwiera właz*
S: Panie przodem!
M: Dziękuje *wchodzi* Jej jak tu pięknie sam ty to wszystko?
S: Drobnostka…*macha bezmyślnie płetwą, odsuwa Marlence krzesło*
M: Dziękuje ^^ jestem ciekawa czym mnie zaskoczysz dzisiaj ^^
S: Cierpliwości…*nalewa jej, a później sobie soku porzeczkowego do kieliszków*
M: Ja jestem cierpliwa tylko dzisiaj tak mnie zaskakujesz że nie mogę wytrzymać!
S: Tak szczerze…to reszta oddziału również wniosła wkład w przygotowania…*upija trochę soku, nalał sobie do przesady* Oliwkę? *podaje miseczkę wydrze oraz dodaje nastrój – rozpala świeczkę i gasi górną lampę*
M: Nie dziękuję. Miło z ich strony. Tak bardzo romantycznie*uśmiecha się ciepło*
S: *odwzajemnia uśmiech*
*Maurice wychodzi zza drzwi laboratorium Kowalskiego z notatnikiem i ołówkiem*
Maurice: Witam. Mogę przyjąć zamówienie?
M: Hehehe zamówisz coś dla nas? ^^ *jest oczarowana*
S: *teatralny akcent* Dla mnie proszę specjał dnia – dorsz w sosie tzatziki, a dla tej pięknej towarzyszki…Marlenko, co dla ciebie?
M: a ja poproszę spaghetti ^^
Mrc: Przyjąłem.
*wraca do „kuchni”*
M: *uśmiecha się do Skippera* czy to się dzieje naprawdę?
S: Chciałbym Ci to udowodnić *myśli o pocałunku, lecz odstawia całus na dalszy plan* ale to troszkę trudne.
M: nie ma rzeczy niemożliwych! Nie krępuj się c: *uśmiecha się uwodzicielsko*
*tu du du duum: Maurice przerywa chwilę, wnosząc na tacy eleganckie talerze z wymalowanymi tulipanami*
Mrc: Oto państwa kolacja. Miłego wieczoru.
M: eem dzięki ^^ wzajemnie Smacznego ^^
S: Dzięki i wzajemnie.
*Mrc. odchodzi, zaś nasze papużki nierozłączki zachwycają się tym pięknym, letnim wieczorem oraz konsumpcją potraw*
M: *po zjedzonej kolacji * ale było pyszne ^^ dziękuję *uśmiecha się*
Wgl dzięki za taką wspaniala randkę *kieruje się w stronę wyjścia*
S: Nie ma za co…to czysta przyjemność
*chwilę później wychodzą z bazy*
S: Jeśli pozwolisz, pokażę ci jedno z moich ulubionych miejsc. *obejmuje ją*
M: pewnie że chce *przytula się do niego*
*zawiązuje Marlence opaskę na oczy*
S: To niespodzianka!
M: jej nie mogę się doczekać ^^ *nic nie widzi*
S:*prowadzi ją, trzymając wydrę za łapkę , dochodzą do końca parku. Właściwie to do miejsca (jeziora), gdzie Kowalski zawsze spotyka się z delfinicą*
S: To tutaj! *rozwiązuje M. opaskę*
M: Wow jak tu pięknie *,* jej… nie mogę w to uwierzyć*oczy błyszczą w świetle księżyca a ona uśmiecha się ciepło, wiatr powiewa jej loki *
*księżyc rozświetla ląd tak, ze robi się coraz jaśniej*
S: *siada na trawie* Marlenko…Eh, dłużej nie wytrzymam…Musze Ci to teraz powiedzieć, albo nigdy…
M: to mów nie bój się c: *uśmiecha się ciepło*
S: Już dawno się z tym wahałem…Marlenko…Nasza przyjaźń…tak jakby ewoluowała w coś poważniejszego…*chwyta jej łapkę* tak przynajmniej sądzę…
M: *rumieni się* jej nie wiem co powiedzieć. No to ja powiem tak . Ech… Ja się w tobie zakochałam… od samego początku kiedy przyjechałam i ty tam byłeś…
S: Marlenko…ten wieczór ma być niesamowity…a nie chce cię przekupić tym oklepanym tekstem „Bardzo Cię lubię. Tak lubię lubię.”
M: Jaki oklepanym… Weź te słowa gdybyś wypowiedział je do mnie do by były najcenniejsze słowa jakie usłyszałam odkąd tu się pojawiłam , ale jak ty tam sobie chcesz *uśmiecha się*
S: No więc…z mojego dzioba wydostana się dosyć niespotykane dotąd słowa jak na mnie *czuje się speszony*Zawsze, gdy do nas przychodzisz…moje serce podskakuje z radości i czuje się jakoś lepiej…Wiesz…chyba się zakochałem…
*wreszcie spełnia się jego myśl – całuje wydrę w usta, a ona jest mocno zaskoczona*
M: *jest bardzo mocno zaskoczona*
Jej to było coś :> Serio ty naprawdę coś do mnie czujesz i lubisz gdy jestem obok?
S: Naprawdę. Tylko mocno ukrywam to przed kadetami…oni spostrzegają mnie jako surowego i nieczułego przełożonego…tak ma na razie pozostać…*chwyta ją za łapkę i spogląda na ksiezyc*
M: Ale czemu to robisz? Czyli co mamy się spotykać w ukryciu?
S: Nie! *ukrywa,że sie smieje* Na nasze relacje to tak nie wpłynie! Chodzi oto, aby nie zaczeli myslec sobie, ze jesli my sie spotykamy to oni beda traktowac mnie jak kolege i zaczna robic co chca… Z chęcia im oznajmie, ze jestesmy razem…jesli chcesz. ^^
M: Ale Skipper jak im powiesz to oni zaczną tak myśleć . Więc może narazie nikomu nie mówmy. Tak będzie lepiej narazie. Chyba że nie chcesz. Bo zaczną myśleć, że ty jednak jakieś tam uczucia masz c:
S: Sam już nie wiem…ale nie przejmujmy się przyszłością. Zróbmy tak, jak będzie najlepiej. Dla Nas. *obejmuje ją skrzydłem, przez resztę wieczora siedzą nad brzegiem jeziora, odbijajac sie w tafli wody razem z księżycem…*
Koniec :>
Co myślicie o tym?
Zostawcie komentarz ^^
Coś podobnego chcemy robić z Alex tylko na naszym blogu:
karolaandalex.blog.pl
Nowa notka za 2 dni :>
Pozdrawiam Karola <3

Rozdział V „Na ratunek”

Hej hej <3

Wróciłam wcześniej i mam dla was opowiadanie. Siostra oddała laptopa taak <3

Trochę krótka i  smutna następnym razem będzie lepiej . :>

Miłego czytania :>

~ Karola <3

Rozdział V „Na ratunek”

Aleksandra :

- Już dostałaś tego co chciałaś?- spytał oburzony Skipper

- Tak. Jestem w pełni zadowolona. Bo teraz pokaże Marlence przerobioną wersję , w której to wygląda tak jak to ty byś mnie całował.- powiedziałam

-Czego ty w ogóle chcesz od nas?

-Mówić prawdę?- westchnęłam

-No na to liczę.-stwierdził

-Szczerze to tej debilki nigdy nie lubiłam. Udawałam bo ja pracuje na zlecenie.-powiedziałam

-Jakie znowu zlecenie? –spytał wściekły

-Miałam was rozdzielić, żeby ją zabić, a ty miałeś wrócić do tej  no jak jej było?

- Hmm Kitki?

- O tak właśnie. Ale no niestety nie udało mi się.- spuściłam głowę

- No i raczej nie uda! Powiedz Kitce , że nic do niej nie czuję i niech da mi spokój.

- Dobra przekaże.-powiedziałam z obojętnością

-A tobie radzę wynieść się stąd.

No niestety musiałam wyjechać i dobrze o tym wiedziałam. Tak bardzo będę tęsknić za tym męskim głosem, olśniewającym uśmiechem a przede wszystkim za tym niskim czołem. To w nim uwielbiałam. Musiałam wyjechać tak daleko by Kitka nie znalazła mnie nigdy.

- Dobrze wyjadę, ale pod jednym warunkiem.

-Niby jakim? Mało masz powodów do wyjadu? –spytał z irytacją

- Pocałuj mnie! – powiedziałam mu prosto w twarz

-Że co?! Nie nigdy!

- To zostaje i nie obchodzi mnie to co ty mówisz!

-Ech no dobra. Ale dasz nam spokój?

-Tak, obiecuję.

Podszedł do mnie i pocałował mnie. Nareszcie! Jaka byłam szczęśliwa. Nie dało się tego opisać. Teraz mogłam już wyjechać.

- Teraz wyjedziesz?-spytał

- Teraz tak. Będę tęsknić .-powiedziałam

- Ja nie! Wynoś się stąd!

Skipper:

Tak jak powiedziałem tak zrobiła. Wyjechała zostawiła nas!  Poszedłem do laboratorium zobaczyć co z Marlenką. Leżała tam jak nieżywa , powoli zaczynałem mieć wątpliwości czy to antidotum na pewno działa. W pewnym momencie przestała oddychać. Musiałem ją ratować! Póki bije jej serce. Uznałem ,że Kowalski nic tu nie pomoże , więc pobiegłem z nią do lekarza. Zostawiłem ją pod drzwiami i zapukałem w drzwi. Lekarz wziął ją i zaczął mówić do pielęgniarki:

- Patrz! Ktoś nam ją podrzucił.

-Przecież ona nie żyje. To widać.

Spóźniłem się? Nie to nie może być prawda.

-Tak siostro. Ona umarła.

Z moich oczu poleciała mi łza . Męczyły mnie wyrzuty sumienia. Całowałem się z jej przyjaciółką wtedy kiedy ona umierała. Jaki ja jestem beznadziejny. Wracałem do bazy płacząc. Kiedy spotkałem Ogoniastego:

- Czemu płaczesz?

- Marlenka ona… ona umarła… – powiedziałem jąkając się

-Tak mi przykro stary. Ale może mam pomysł jak ją ożywić.

-Serio? Mów może uda się!

-Zadzwoń do Kowalskiego! Kiedy gadał ostatnio z mą prawą rękom chwalił się, że wynalazł maszynę do wskrzeszania zwierząt i ludzi.

- Naprawdę? – otworzyłem oczy ze zdziwienia

- Tak, ale chce coś w zamian za to, że ci pomogłem!

- No jasne… Niby co?

- Chce być księdzem na waszym ślubie- zaśmiał się

- Dobra stary masz to jak w banku!

-Sie wie! Leć bo nie zdążysz przed pogrzebem.

- O nie tylko nie to!

Pobiegłem szybko do laboratorium

- Nie będę marnował czasu na telefony do Kowalskiego. –powiedziałem sam do siebie

Zacząłem przeszukiwanie laboratorium  z pytaniem „Czy zdążę na czas?”

Hej :c

Hej <3

Tu wasza Karola <3

Muszę was przeprosić bo przez parę dni nie będzie opowiadań. Moja siostra nie chce mi przywieźć laptopa na którym są gotowe opowiadania. Dzięki Dominika -.-… Nie ważne wiem , że obiecałam, że nie zostawię was bez lektury, ale jestem u cioci i wypoczywam B|. Także notka powinna się pojawić 5-7 dni :c

Bardzo bardzo przepraszam :<

Do następnej notki i udanych wakacji :> CO prawda mało dni zostało ale to nic :>

~ Karola <3